Po co Ci grupa wsparcia?

Grupa wsparcia. Siedzą ludzie w kręgu i mówią o swoich problemach, o intymnych sprawach – na forum.
A reszta patrzy z uwagą i mówi: „Wspieramy cię”, „Dziękujemy ci”. A może jeszcze trzeba się przytulić?? Takie wyobrażenie często ludziom towarzyszy. Mnie od razu stają przed oczami sceny z filmu „Fight club”, gdzie główny bohater grany przez Edwarda Nortona uzależnił się od uczestnictwa w grupach wsparcia i uczęszczał na wszystko, co znalazł, byleby tylko dać upust swoim emocjom i oczyścić się płaczem.

Ale to obraz przerysowany. Chcę Was przekonać do tego, że działania grupowe naprawdę mają sens. Oczywiście trzeba pokonać barierę wstydu czy skrępowania, żeby mówić przy innych o tym, z czym mamy kłopot i co jest naszą słabością. Jednak zyski naprawdę są tego warte.

Zyski – czyli co?

Przede wszystkim przekonamy się, że inni ludzie też mogą przeżywać trudne chwile, trudne emocje, że mogą sobie nie radzić – na przykład z lękiem czy przejmującym smutkiem. Ludzie tak mają – więc nie jestem sama. Inni też cierpią – może coś doradzą, może będą wsparciem? A może ja się komuś przydam?

Często myślimy, że jesteśmy sami ze swoimi problemami, czujemy się przytłoczeni i popadamy w rezygnację. A potem jest coraz trudniej. Jest mi ciężko od roku, dwóch lat, pięciu… I już nie wierzę, że coś może pomóc, zadziałać. Rezygnacja rośnie, pojawia się bezradność, kto wie – może się poddam. Więc trzeba wyjść do ludzi, nawet, gdybyśmy sami mieli ciągnąć się za włosy.

A ludzie są i naprawdę mogą pomóc. Pomóc zbudować i wzmocnić naszą motywację; mogą podzielić się z nami swoimi sposobami radzenia sobie i w ten sposób nas zainspirować; mogą wesprzeć dobrym słowem. Mogą zadzwonić do nas i spytać, jak się mamy. A gdy powiemy: „Do dupy”, mogą zaproponować, że wpadną z pączkami z różą lub z herbatą „Ożywcza energia hibiskusa” 🙂

Moje podejście do spotkań grupowych jest następujące: ma być tam miejsce i czas na rozmowy o osobistych trudnościach, mają być udostępnione narzędzia do radzenia sobie z tymi trudnościami oraz ma być czas na budowanie sieci wsparcia.

Jeśli kiedykolwiek czułeś się sam, przeżywając coś ciężkiego, zapytaj sam siebie, czego wtedy potrzebowałeś? A jeśli chcesz odpowiedzieć, że po prostu chciałeś być sam, to czy przypadkiem nie z obawy, że się rozkleisz, że okażesz słabość, że pokarzesz swój „miękki brzuszek”, a ktoś to wyśmieje czy zbagatelizuje?

Potrzebujemy ludzi, nie jesteśmy samotnymi wyspami. A gdy cierpimy, potrzebujemy jeszcze bardziej. A wsparcie i inspirację można otrzymać w bezpiecznych warunkach. I ma to wymiar terapeutyczny 🙂

Do korzystania z takich działań zachęcam każdego, kto mierzy się sam ze swoimi lękami, ze swoim smutkiem i poczuciem, że nic się na lepsze nie zmieni i że będzie tylko gorzej. Sama farmakologia to za mało, o ile w ogóle po nią sięgnęłaś. Potrzeba ludzi. Wymiany. Wsparcia. Energii płynącej z dialogu. A czasem też potrzeba nam poczuć złość na kogoś innego niż my sami 🙂

Katarzyna Zaremba